III Pochmurna Sakura >> wtorek, 23 marca 2010 21:39:22
Witam. Wiem, że ostatnio się strasznie rozleniwiłam i nie pisałam za dużo (taa.. jasne - nie pisałam wcale XD"). Chciałabym was za to przeprosić, a teraz zamieszczam już III rozdział mojego opowiadania.
_____________________________________________________________________
-Muszę z tobą porozmawiać...- powiedział poważnym tonem i ruszył przed siebie. Gaara podążył za nim, nie wiedząc, co o tym myśleć - chyba po raz pierwszy widział go takiego. Po dłuższej chwili znaleźli się pod domem czerwonowłosego. Był on niezmiernie zaskoczony, gdyż nie pokazał mu jeszcze, gdzie mieszka, więc skąd on mógł to wiedzieć!? Sabaku wpuścił go do swojego mieszkania.
-Wejdź. Zaraz zaparzę herbaty...-miała zamiar udać się do kuchni, gdy nagle powstrzymała go czyjaś ręka.
-Dziękuję, ale to potrwa tylko chwilkę...
***
-Gdzie on się podziewa!? Gdzie ten przeklęty Naruto!?-złorzeczyła Sakura. Kakashi natomiast zaczytywał się w swojej ulubionej książeczce.
-Nie przejmuj się. Nic mu nie będzie-odezwał się w końcu, mając dość tych wyzwisk.
-Spójrz, już do nas idzie!
W ich kierunku zmierzał jak zwykle uśmiechnięty blondyn, a obok niego szedł dostojnie Kazekage. Wściekła Sakura szybko podleciała do ich i wymierzyła silny cios koledze z drużyny.
-Czemu cię tak długo nie było!? Wyszedłeś i nawet nas o tym nie powiadomiłeś! Ty bachorze!-krzyczała Haruno.
-Nie mogę cię zrozumieć, Naruto... Najpierw mówisz mi coś takiego z ttakim spokjem i opanowaniem, które do ciebie wydają się nie pasować. A teraz dajesz się pobić jakiejś gennin'ce.- Zastanawiał się Gaara, a tymczasem zwrócił się do Hatake
-Kakashi-san, chciałbym, żeby Naruto mógł przebywać ze mną, kiedy tylko będzie miał ochotę i proszę go nie forsować zbytnio...
-Rozumiem, Kazekage-sama...
***
-Pobudka! Czas wstawać!-Kakashi wparował do pokoju Naruto i po prostu zrzucił go z łóżka. Obolały i zły blondy tylko spojrzał na niego krzywo, po czym zwrócił się do niego z mordem w oczach
-zabiję cię... Wziął najbliższą rzecz, którą miał akurat pod ręką i rzucił nią w swego nauczyciela. Po chwili obaj okładali się poduszkami. Nagle do pokoju wparowała Sakura i rozejrzała się dookoła. Wszędzie walało się pierze, a oni leżeli w samym centrum pomieszczenia i śmiali się z samych siebie. Dziewczyna uśmiechnęła się na taki widok, ale zaraz spochmurniała.
-Sensei, ja rozumiem, że Naruto coś takiego wymyśli, ale żeby pan...? I kto to wszystko posprząta!?
-No to ja się zmywam. Mam coś jeszcze do załatwienia.-odparł mężczyzna, po czym zniknął w białym dymie. Różowo-włosa patrzyła jeszcze przez krótką chwilkę w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się ich nauczyciel, a następnie przeniosła swój wzrok na chłopaka. Blondyn głośno przełknął ślinę.
-Naruto!!!-krzknęła tak, że chyba połowa Suna-Gakure ją usłyszała.
-Oh, Naruto to ma przegwizdane!-powiedział Kankuro, podając kolejne pliki dokumentów do podpisania swojemu bratu. RoseReiven
komentarze [0]Art of Masterless >> poniedziałek, 22 czerwca 2009 11:25:15
Witam po bardzo długiej przerwie. Jednakże nie miałam zbytnio czasu ze względu na koniec roku szkolnego. Jestem teraz szczęśliwą absolwentką gimnazjum. A teraz to, co Was najbardziej ucieszy, czyli kolejny tekst. Tym razem jest to wiersz, lecz można go uznac za piosenkę. Umieściłam go wcześniej na DeviantART'cie za namową koleżanki. Jest to moje najnowsze dzieło i mam nadzieję, że się Wam spodoba. Enjoy!
"Art of Masterless"
I can see you through the darkness...
You are beautiful and eyecandy,
But you are masterless.
You are just a doll, Candy!
Your bloody pale skin,
Your dark eyes
Are something I haven't seen...
At this wonderless days.
Is something wrong with me?
Day of Darkness!
I am nothing to see!?
Art of Masterless!
Let's make people scary!
Are you with me?
I will do everything for you, Mary.
We are happy, aren't we?
No, we are only spooky creatures.
Yes, but we are dead!
No, we not. We are only scary creatures!
Yes, but we love you, dearest Death!
Pozdrawiam,
RoseReiven RoseReiven
komentarze [1]"Zima" >> sobota, 21 marca 2009 23:00:51
Witam! Za tak długa przerwę bardzo przepraszam, ale nie miałam czasu, a mylog robił renowację. Co prawda to nie jest kolejna częśc opowiadania, tylko wiersz mojego autorstwa. Jest dosyć stary - wygrzebałam go z dna jakiejś szuflady. Enjoy!
"Zima"
O, mroźna Zimo!
Tyś taka piękna w swej bieli...
Tyś poetką naszej ziemi!
Łacno Ci nie jest do do dom wracać,
A my za Tobą będziem płakać!
Ty puchowe swe kołdry rozkładasz
Aż z nich śnieg sypie
Niczym anielskie pióro
Na rozwianym wietrze...
Tobie zawsze towarzyszem Mróz
I na ukojenie naszych cierpień
Obdaruje już!
Czasem jesteś sroga i nieodgadniona,
Ale jużci puchowa chmurka
Za słoneczko się chowa! RoseReiven
komentarze [4]"Współczesność" >> czwartek, 23 października 2008 20:27:52
Witajcie! Co prawda, to nie jest kolejny rozdział mojego opowiadania, lecz wiersz, który wymyśliłam podczas pisania kartkówki z krótkich form wypowiedzi. Zapraszam do czytania! Enjoy!
"Współczesność"
Współczesność - cóż to?
Czyż nie jest to dzisiejszy wiek?
On przyćmi każde piękno,
Aż po dni kres.
Lecz, czyż to nie piękno zgubne?
Mrok i ciemność je otacza ...
Miłośc jedna z cnót , które są nadobne,
Nie jest wierna i powoli się stacza.
Cierpienie i pożoga - oto czym jest wojna!
Dla człowieka pokój jest niepojęty.
Jest to narodów sprawa sporna ...
Lecz Bóg nie zagrzmi - milczy jak zaklęty!
Nie ma waśniom końca!
Tak, jak dawniej Capuleci i Montecy,
Tak, my dziś nie doszukamy się słońca
Choć byśmy stracili swoje dzieci!
Lecz, cóż to?
Czy to promyk nadziei?
Za szczęście płaci się słono,
Wśród nieprzejednanych kniei!
______________________________
Mam nadzieję, że ten wiersz się Wam podobał.
Pozdrawiam.
RoseReiven RoseReiven
komentarze [0]II Spotkanie >> sobota, 4 października 2008 15:40:09
Witajcie! Wiem, że nie dawałam znaków życia, ale nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
A tak w ogóle to dostałam się do tej szkoły, co chciałam. Trochę dużo nauki, ale nie jest jeszcze tak źle.
Enjoy!
Spotkanie
Drużyna siódma wstała wcześnie rano i ruszyła w dalszą drogę.
W południe byli już na miejscu. Gdy zostali zaprowadzeni do biura Kazekage, Gaara już ich oczekiwał. Naruto z radością rzucił się na niego. Obaj upadli: blondyn zawisł nad Sabaku. Czerwonowłosy był zaskoczony zachowaniem przyjaciela, jednakże zdziwił się jeszcze bardziej, gdyż zobaczył smutek w jego oczach. Uzumaki lekko się zarumienił, czując na sobie przenikliwy wzrok chłopaka. Dopiero chrząknięcie Kakashiego uświadomiło im, w jakiej sytuacji się znaleźli. Najpierw wstał Naruto, a następnie pomógł się podnieśc Kage. Teraz mogli się sobie przyjżec.
-Ale on przystojny i jak wymężniał - myślał niebieskooki. Za to w umyśle Gaary przewijały się najróżniejsze obrazy i wyobrażenia, w których głównym tematem był pewien blondwłosy słodziak. Tak, słodziak, bo Sabaku nie mógł znaleźc innego słowa na opisanie Uzumakiego. Sakura, razem z. Kakashim, spoglądała to na jednego, to na drugiego.
-Gdy tak stoją obok siebie, mam wrażenie jakbym widział dwóch bishounenów. Pasują do siebie, ale obaj są tej samej płci. W dodatku, jeśli Naruto nie zmądrzał, to nawet nie pomyśli o czerwonowłosym w ten sposób. Takie przemyślenia prowadził Hatake gapiąc się na nich ze zboczonym błyskiem w jedynym widocznym oku. Nikły uśmiech pojawił się na jego twarzy, lecz nikt tego nie zauważył z powodu maski.
-Witaj, Kazekage-sama. - odezwał się w końcu. Gaara spojrzał na niego z ukrytą groźbą.
- Czyżby on... ? - pomyślał , patrząc w osłupieniu na najpotężniejszego ninja Suna-Gakure.
***
Wieczorem, po powitaniu przybyłych, Gaara siedział na parapecie w swoim pokoju i spoglądał na ogromny księżyc.
- Pełnia... To już mnie nie dotyczy... - pomyślał, przypominając sobie, jak Chiyo-baasama oddała życie, by on mógł życ. Nikt o tym nie powiedział blondynowi, gdyż on sam pod wpływem szoku nie pamiętał, że jego przyjaciel zginął. To było zaraz po pokonaniu Kakashiego. Sabaku nie widział wtedy Naruto, lecz co nieco wiedział o tamtych wydarzeniach.
***
Następnego dnia słońce mocno grzało, jak to zwykle bywa na pustyni. Naruto był niezwykle szczęśliwy. Czy to z powodu Gaary, czy uśmiechającej się do niego Sakury - nikt nie wiedział. Nasz blondyn od razu. po przebudzeniu i przyszykowaniu się, przywitał się z Temari i Kankuro. Przez z chwilę rozmawiał z rodzeństwem swego przyjaciela, po czym poszedł razem z nimi na śniadanie. Tam zastał Kakashiego i Sakurę zatopionych w rozmowie. Powitał ich gromkim okrzykiem, co podziałało na różowowłosą, jak płachta na byka. Po chwili Uzumaki leżał na podłodze z rozciętą wargą i kilkoma sincami. Mimo swego wyglądu potrafił się obronic, lecz nie chciał pokazywac swojej siły przed przyjaciółmi.
***
Gaara obserwował to wszystko z boku. Widział oburzoną Sakurę oraz pokonanego Uzumakiego. W duchu zazdrościł mu takich kontaktów z rówieśnikami.
- Mam nadzieję, że jest teraz szczęśliwy... Sasuke straszliwie go skrzywdził.... Nie daruję mu tego! - pomyślał, nieświadomie zaciskając pięści.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, że krótkie, ale zawsze coś. Zmieniłam, co prawda bieg wydarzeń, lecz zachowałam niektóre fakty z anime.
Pozdrawiam i do następnego razu,
RoseReiven RoseReiven
komentarze [2]Anioły są wśród nas >> wtorek, 17 czerwca 2008 17:32:37
Niedawno odbył się konkurs "Anioły są wśród nas". Z tej okazji zamieszczam tu swoje prace xD Notka powinna pojawić się pojutrze, a to ze względu na moje lenistwo! Ale przynajmniej mam średnią 4, 92! :)
Pomoc to anioła czyn,
Przez życia trud,
Poprzez papierosowy dym
I wtedy, gdy doskwiera Ci głód.
Anioł Cię wysłucha,
Zawsze, kiedy jest potrzeba;
I nawet jeśli zobaczysz ducha -
Kłamać nie trzeba!
Anioł człowiekiem jest
A w myśl tą:
Człowiek aniołem jest
I ostoją ukochaną..
Dziękuję Ci, mój aniele!
Dziękuję Ci, że słuchasz!
Dziękuję Ci, że jesteś słodki niczym ule pszczele
I w oczy biednym nie dmuchasz!
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.
Anioły są wśród nas… żeby być aniołem nie trzeba mieć aureoli, skrzydeł, białej szaty do ziemi i złotych loków. Wystarczy mieć serce i nie odwrócić się od tego, kto potrzebuje naszej pomocy... Anioły można spotkać w naszym codziennym życiu. Są to zwykli ludzie, jednakże w sercu noszą wyjątkową i niezwykłą, a zarazem wspaniałą chęć niesienia pomocy innym.
„Przyjmij każdego takim, jakim jest.
Każdy ma wady, nawet najlepszy.
Jesteśmy tylko ludźmi- nie aniołami.”
(Cäsar Flaischlen)
Pewnego dnia kobieta spotkała na ulicy zapłakaną dziewczynkę.
-Co się stało? – spytała, przyjaźnie się uśmiechając. Dziecko tylko na nią spojrzało, lecz nic nie odpowiedziało. Nowe łzy zaczęły znowu napływać do oczu i po chwili można było usłyszeć rozdzierający jęk, który kojarzył się ze straszliwą istotą, która oddaje swe ostatnie tchnienie. Było to tak głębokie i nieodparte wrażenie nieszczęścia, że kobieta, nie potrafiąc wytrzymać rozpaczliwego szlochu małej, po prostu ją mocno przytuliła. Tuliła mocno, a zarazem delikatnie, nie chcąc skrzywdzić tak kruchej i wrażliwej osóbki. Czuła, jak jej cienka bluzeczka robi się coraz bardziej wilgotna od łez. Po dłuższej chwili dziewczynka się nieco uspokoiła, więc kobieta poluźniła uścisk.
-Jak Ci na imię? – zapytała, odsuwając małą na długość ramion, żeby lepiej się jej przyjrzeć. Po krótkiej chwili kontemplacji, sięgnęła do torebki po paczkę chusteczek higienicznych. Wyciągnęła jedną z opakowania i zaczęła wycierać mokre od łez policzki. Dziewczynka uśmiechnęła się blado, jakby w podzięce dla tej doświadczonej i wrażliwej kobiety, która podeszła do niej, gdy większość osób ją ignorowała lub też krzyczała na nią.
-Józefina... – odparła dziewczynka, po chwili zastanowienia. Starsza uśmiechnęła się łagodnie, słysząc niepewny głosik.
-Śliczne imię. A ja jestem Anita... I nie próbuj mówić do mnie „pani”! – kobieta zaśmiała się serdecznie, głaszcząc małą po jej złocistej główce. Józefina rozpogodziła się i starsza mogła wreszcie zadać to jedno, tak ważne pytanie.
-Co się takiego stało, że płakałaś?
-Bo... – dziewczynka zasmuciła się, czując wzbierający w sobie szloch. Anita nic już nie mówiła, tylko od razu wzięła dziewczynkę w swoje ramiona i zaczęła iść w stronę swojego mieszkania. Mała nie opierała się, przytulając się do ciepłego ciała.
Tak dawno nie zaznała takiej życzliwości i wspaniałomyślności w stosunku do swej skromnej i pospolitej osoby. W domu nikt o nią nie dbał i nie martwił się, czy jest lub czy jej się coś nie stało. Niemniej jednak, sąsiedzi często widywali ją radosną i uśmiechniętą. Wiedzieli, jaka jest sytuacja u Józefiny w domu, lecz nie spotkali się jeszcze, żeby dziewczynka chodziła brudna i zaniedbana. Co prawda była niemal przeraźliwie chuda, ale czego można oczekiwać od ciężko pracujących rodziców!? Pewna kobiecina w podeszłym wieku zapraszała ją do siebie na cały dzień, a jak dziewczynka wychodziła na krótkie piesze wycieczki, to szykowała jej jedzenie na drogę. Jednakże Józefina jadła zawsze niewiele, zostawiając większość dla swojego młodszego braciszka, Franciszka. Chłopiec był bardzo chory i słaby, lecz zawsze cieszył się, gdy miał możliwość do porozmawiania z siostrą. Nie mógł wychodzić z łóżka, więc bardzo się radował z opowieści swojej pięcioletniej siostry. Mimo, iż byli rodzeństwem rzadko się widywali, bo rodzice cały czas wysyłali chłopca na różne zabiegi i zabierali go do lekarzy, którzy starali się pomóc Franciszkowi. Jednakże takie wyjazdy i wizyty są bardzo drogie, więc rodzice dziewczynki mieli bardzo mało czasu dla niej samej. Musieli się poświęcać swojej pracy i opiece nad czteroletnim chłopcem. Józefina nie miała im tego za złe, co więcej rozumiała ich doskonale. Lecz tamtego feralnego popołudnia, gdy wracała do domu od zaprzyjaźnionej staruszki, poczuła w sercu jakby niewyobrażalny smutek i żal. Gdy weszła do pokoju, który dzieliła wraz z bratem, spostrzegła, iż Franciszek się nie rusza, nie uśmiecha się do niej na powitanie... Nagła rozpacz sięgnęła jej serca, a ona sama podbiegła do martwej powłoki, która jeszcze niedawno była jej małym braciszkiem. Spojrzała na jego spokojną teraz twarz i w akcie desperacji zaczęła tulić do siebie martwe ciało, powtarzając niczym mantrę imię, tak ukochane przez nią imię... Franciszku... Franciszku... Dziewczynka poczęła rzewnie płakać, gdy już zupełnie do niej dotarło, że jej braciszek nie żyje... W końcu zasnęła, wykończona płaczem i wrażeniami z całego dnia. Następnego dnia posprzątała w całym domu, a następnie nazbierała polnych kwiatów i włożyła je do kolorowego wazonu – jedynej pamiątce po babci, której co prawda nie pamiętała, ale wiedziała, że była ona dobra i czuła. Gdy już skończyła porządki, spojrzała ostatni raz na brata, poczym, nie pozostawiając żadnej wiadomości, wybiegła z domu. Czuła, że więcej nie zniesie... Pod drodze do centrum miasta zdążyła zmoknąć i przewrócić się kilka razy... Dopiero, gdy była głodna i nie miała już siły iść dalej, znowu zaczęła płakać. I wtedy spotkała swojego „anioła stróża”.
Anita nakarmiła dziewczynkę, poczym ściągnęła z niej przemoczone ubrania i zaniosła ją do łóżka. Józefina od razu zasnęła. Kobieta chwilę przyglądała się dziewczynce, by następnie podejść do telefonu i zadzwonić na policję. Zapytała się, czy nie zaginęła pięcioletnia dziewczynka o imieniu Józefina, lecz okazało się, że nie zaginęło żadne dziecko o tymże imieniu. Anita westchnęła zrezygnowana...
-To dziwne, że nikt się o nią nie martwi... Biedna mała... – szepnęła sama do siebie, marszcząc zagadkowo brwi. –Gdy się obudzi, dowiem się wszystkiego!
Następnego dnia Józefina została miło zaskoczona wspaniałym śniadaniem. Podczas posiłku Anita jej opowiedziała o sobie i czym się zajmuje. Uświadamiając sobie, że może zaufać tej kobiecie, zaczęła jej powoli, ze łzami w oczach opowiadać, co ją spotkało. Na twarzy starszej malował się szok, jednak po krótkiej chwili otrząsnęła się i pocieszająco przytuliła małą do siebie.
-Zaopiekuję się tobą... – powiedziała, mając łzy w oczach. Jak powiedziała, tak też zrobiła.
________________________________________________________________
Mam nadzieję, że spodobała się Wam moja twórczość.
Pozdrawiam,
,
RoseReiven RoseReiven
komentarze [2]I
"Początek"
>> niedziela, 23 grudnia 2007 16:28:08
O to zapowiedziana wcześniej nocia.
Początek
Nareszcie zobaczę Naruto...-pomyślał 5. Kazekage, uśmiechając się z wyraźnym zadowoleniem. Ciekawe, czy się zmienił!?
Uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy powrócił do szarej rzeczywistości, gdzie czekała na niego góra roboty i stos dokumentów do podpisania.
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.
W tym samym czasie, w Konoha-Gakure, Naruto i Sakura pokonali Kakashi'ego w teście sprawdzającym ich umiejętności jako shinobi. Wygrali z Kopiującym Ninją tylko dlatego, że blond-włosy chłopak wymyślił bardzo sprytny plan. Ten plan polegał na odwróceniu uwagi ich sensei'a poprzez powiedzenie zakończenia ulubionej książeczki Hatake. Oczywiście, Uzumaki nie przeczytał tej powieści, ale potrafił sobie wyobrazić jej końcówkę. I tak drużyna siódma znów była (prawie) w komplecie. Wszyscy pożegnali się ze sobą i udali się do swoich domów.
Następnego dnia do biura Hokage wparował uśmiechnięty Naruto.
-Ohayo, Tsunade-obbachan!
-Naruto...-powiedziała "babcia" z nieukrywaną wściekłością i mordem w oczach. Haruno krzyknęła w stronę blondyna, że się spóźnił. Nieco już uspokojona Tsunade usiadła za swoim biurkiem, z którego nie wiadomo kiedy wstała. Wzięła głeboki wdech i powiedziała: Misja rangi C. Macie za zadanie pomóc Suna-Gakure w przygotowaniach do Egzaminu na Chuunin'a. Wyruszacie za godzinę. Sayonara!
Wypchnęła drużynę nr 7 za drzwi i wróciła za biurko. Znowu to samo...-pomyślała, wzdychając przy tym. Spojrzała najpierw w stronę okna, za którym słoneczko przyjemnie oświetlało i grzało wioskę. Potem, kolejny raz wzdychając, przeniosła wzrok na stos równiutko ułożonych papierów do podpisania.
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.
Po godzinie. Naruto, Sakura i Kakashi byli już gotowi do drogi. Spotkali się przed olbrzymimi wrotami prowadzącymi do Konoha.
-Gotowi!?-spytał, a raczej stwierdził Hatake. -No to w drogę!
Zaczęli iść zwykłym krokiem. W czasie tego długiego marszu Sakura pytała się swojego blond-włosego przyjaciela o wszystko co robił w ciągu ostatnich dwóch lat i sześciu miesięcy. Spytała się również o Akatsuki i o Kyuubi'ego, czym zaskoczyła zarówno Kakashi'ego i Naruto. Niebieskooki odpowiadał jak umiał najlepiej na te niekończące się pytania, ale myślami odpływał już daleko. Ciekawe, co z Gaarą!? Czy się zmienił? Może ma kogoś!? Jak zareaguję, gdy go zobaczę? W końcu go zobaczę! Minęło tyle czasu... To już 3 lata będą... Nie, nie... Powinienem się cieszyć, a nie martwić się na zapas! A co jeśli...?-myślał Naruto, przestając zwracać uwagę na koleżankę. Młoda shinobi obraziła się na Uzumaki'ego. Przez resztę drogi wszyscy milczeli.
~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.~.
Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, drużyna siódma rozbiła obóz, zrobiła ognisko, posiliła się, pośmiała i poszła spać.
_________________________________________________
Notka niezbyt udana, ale nie jestem zbyt zdolna ;)
Ale się staram, naprawdę xD
Nowa notka powinna pojawić się najpóźniej za miesiąc.
Pozdrawiam,
RoseReiven